wtorek, 19 sierpnia 2014

Część 14 Sezon 2

-Bo..bo Louis ja jestem z nim w ciąży...a on, on myśli, że to nie jego. - wyjąkałam i mimowolnie zaczęłam płakać, cała się trzęsłam. Po chwili przeżyłam miłe zaskoczenie, Louis przytulił mnie do siebie bardzo mocno. Poczułam się bezpieczna w jego ramionach. On jest zupełnie inny, on jest taki dobry.
-Hej, pomogę Ci, nie zostawię Cię z tym samą. - chłopak zna mnie niecałe 2 godziny, a postępuje lepiej niż Horan, którego znam niecałe 2 lata...

*2 miesiące później*

Nie sądziłam, że moje życie może się jeszcze ustabilizować. Przyjęłam pomoc Louisa i od dnia imprezy mieszkam u niego, zaproponował to, ponieważ ma lepsze warunki mieszkalne, a od jakiegoś miesiąca jesteśmy parą. Zaczynam 4 miesiąc ciąży, a chłopak powiedział, że będzie traktował dzieci jak własne. Tak, też nie sądziłam, że tacy faceci jeszcze istnieją. Jestem szczęśliwa, mam poczucie bezpieczeństwa i nie muszę martwić się o przyszłość swoją ani swoich dzieci. Wzorowy tatuś Niall nie utrzymuje ze mną kontaktu, podobno odszedł też od Victorii, bo ta "wkurwiała go i wykorzystywała" i razem z Harrym wyprowadzili się do Nowego Jorku. Amy w dalszym ciągu jest moją przyjaciółką i zerwała z nimi wszelkie kontakty. Mimo tego, że jestem szczęśliwa z Tomlinsonem, to po urodzeniu dzieci zrobię testy DNA, żeby ten blond dupek zrozumiał co stracił. A może jemu nigdy nie zależało? Może był po prostu świetnym aktorem? Czasami przyłapuję się na tym, że o nim myślę, kompletnie nie wiem dlaczego, bo przecież Niall Horan to dla mnie przeszłość.
Spojrzałam na zegarek. Godzina 9:34, czyli nie śpię równą godzinę i przeskakuję kanały w telewizorze, bo Louis jeszcze śpi. Dzisiaj wieczorem ma przyjść do nas Amy i kolega Louisa, który bodajże nazywa się Liam Payne.
-Cześć słoneczka. - usłyszałam znajomy głos i poczułam męskie, silne ręce przytulające mnie od tyłu, w dodatku powiedział "SŁONECZKA" a to oznacza liczbę mnogą. Ideał.
-Hej skarbie. - odpowiedziałam i cmoknęłam go w policzek.
-Zaraz muszę lecieć do pracy, ale wrócę przed 15:30. - powiedział i zrobił smutną minkę.
-Ale dzisiaj miałeś mieć wolne. - odpowiedziałam i również zrobiłam smutną minkę.
-Wiem słońce, przepraszam. - powiedział i pogładził mój policzek, zawsze to robi gdy nagle musi iść do pracy.
-Tylko zjedz coś. - wskazałam palcem na kuchnię, gdy Louis wziął się za zakładanie spodni i koszulki.
-Zjem coś po drodze. - powiedział i wziął się za wiązanie swoich air max'ów.
-Ja już znam twoje "zjem po drodze". Weź sobie chociaż jabłko. - podeszłam do niego z owocem. Chłopak uśmiechnął się i wziął jabłko z mojej dłoni.
-Dbasz o mnie. - uśmiechnął się szczerze, co odwzajemniłam.
-A ty o nas. - odpowiedziałam i dotknęłam dłonią swój brzuszek, który już nie był taki szczupły.
-Muszę lecieć skarbie. - ponownie się uśmiechnął i cmoknął moje usta. Potem słyszałam tylko tupot nóg.
-Uważaj na siebie! - krzyknęłam, ale nie wiem czy usłyszał. No tak Nicole, nie licząc twoich nienarodzonych dzieci, to do wieczora jesteś sama. Może odwiedzę ojca? Byłam u niego ostatnio 2 tygodnie temu... A potem może pójdę na cmentarz i zaświecę znicz dla Alex...
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Od mieszkania Louisa do więzienia, gdzie przebywa ociec nie było daleko (zaledwie 20 minut spacerkiem), więc postanowiłam się przejść. Z resztą mój ginekolog Zayn kazał mi chodzić na spacery. Wracając do mojego ojca, to bardzo cieszy się, że zostanie dziadkiem i pod żadnym względem nie rozumie ani nie akceptuje zachowania Horana. Powiedział mi ostatnio, że bardzo chce poznać Louisa, a ja zamierzam go do niego przyprowadzić w najbliższym czasie.
-Dzień dobry, ja do Blancka. - powiedziałam strażnikowi przy bramie.
-Kim pani jest? - zapytał uważnie mi się przyglądając.
-Jego córką. - odpowiedziałam przeczesałam ręką włosy.
-Wejść. - powiedział i otworzył bramę. Po raz kolejny w swoim życiu przemierzałam korytarze, by w końcu dotrzeć do sali odwiedzin. Podczas ciąży za każdym razem gdy tu jestem serce bije mi szybciej i nogi o wiele szybciej się męczą.
-Cześć córciu. - usłyszałam znajomy głos i wtuliłam się w osobę przede mną. 
-Cześć tato. - odpowiedziałam i oboje zajęliśmy miejsca na przeciw siebie przy stoliku.
-Ciąża Ci służy, promieniejesz kochanie. - powiedział z uśmiechem, chyba ma rację.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, o ile to w ogóle możliwe. 
-Co tam u ciebie? Jak z Louisem? Niall się odezwał? - na ostatnie imię mój uśmiech trochę zbladł i ojciec chyba to zauważył.
-Ogólnie jest świetnie, Louis jest kochany i opiekuńczy, musisz go w końcu poznać. Dzisiaj przychodzą do nas znajomi, moja przyjaciółka Amy i jego kolega Liam. Jeśli chodzi o Nialla to bez zmian. - ostatnie zdanie wypowiedziałam bardzo szybko i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Wiem, że dalej Ci na nim zależy. - czy on za każdym razem musi ciągnąć ten temat?
-Nie wydaje mi się, ja wręcz go nienawidzę. 
-Nie prawda, przestanie Ci zależeć, gdy stanie się dla Ciebie obojętny. Miłość i nienawiść to bardzo podobne uczucia, a ty czujesz do niego dwa w jednym. - powiedział i poklepał moją dłoń. Wiecie co jest najbardziej przerażające? On chyba ma rację....a ja wciąż do końca nie wyleczyłam się z Horana.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem przyszedł strażnik i wypowiedział magiczne słowa "koniec odwiedzin".

**

Dotarłam na cmentarz, kupiłam 3 znicze i białe chryzantemy, po czym przemierzałam ścieżkę do grobu siostry. Szkoda, że nawet nie wiem, gdzie leży mama, muszę zapytać ojca...mam nadzieję, że pamięta.
Zapaliłam znicze i położyłam kwiatki na grobie Alex, następnie usiadłam na ławce i sama z siebie zaczęłam płakać. Kiedyś jej nienawidziłam, a teraz tak cholernie mi jej brakuje. Wiele bym dała, żeby siedziała tu teraz obok mnie, żeby powiedziała "jest dobrze, kocham cię siostrzyczko", żeby została matką chrzestną jednego z moich dzieci, żeby razem ze mną odwiedzała ojca w więzieniu, żeby powiedziała "Niall to chuj, Louis jest dla ciebie lepszy.", żeby mnie kurwa po prostu przytuliła, ale wiem że to już nigdy więcej nie nastąpi. Siedziałam tak, myślałam i wpatrywałam się w wygrawerowany napis z jej nazwiskiem na nagrobku. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu, gwałtownie się odwróciłam. Olivier? 
-Cześć. - rzucił smutno w moją stronę.
-Hej. - odpowiedziałam trochę zdezorientowana. 
-Co u Ciebie? - my się chyba nie lubimy, ale niech mu będzie.
-Teraz chyba dobrze, a u Ciebie? - chłopak cały czas miał opuszczoną głowę, chyba nie jest z nim dobrze.
-Cóż, bywało lepiej. - odpowiedział i smutno się uśmiechnął. Parę minut przesiedzieliśmy w ciszy, którą postanowiłam zakończyć.
-Kochałeś ją, prawda? - zapytałam cicho i odwróciłam głowę w jego stronę.
-Jak nikogo innego. - odpowiedział i popatrzył na mnie smutno. Alex była szczęściarą, jeśli chodzi o facetów. Teraz na prawdę dostrzegam u Oliviera, jak bardzo ją kochał i kocha nadal.
-W pewnym sensie wiem co czujesz. - powiedziałam a mój wzrok padał na ziemię.
-Chodzi ci o Nialla? - znowu poczułam kucie w środku. Zarówno Alex i Niall odeszli na zawsze, różnica jest taka, że Alex odchodziła kochając Oliviera całą sobą, a Niall odszedł nienawidząc mnie całym sobą.
-Tak. - odpowiedziałam bez żadnych emocji.
-On żałuje, że odszedł i nie chciał Cię obrazić. On dobrze wie, że dzieci są jego. Wyjechał do Nowego Jorku, ponieważ nie mógł żyć z myślą, że ty i Louis jesteście parą i że może was razem spotkać na ulicy. Nicole, jego zniszczyła jedna, jedyna rzecz: strach, że nie będzie wystarczająco dobry. - czułam jak wszystkie moje wnętrzności się ściskają. Dlaczego nie miał by być "wystarczająco dobry"? Przecież on był dla mnie idealny. Był, bo już go nie ma i nigdy nie będzie. Przecież wiadomo, że facet zawsze będzie bronił faceta.
-Olivier, szczerze. Wybaczył byś mu coś takiego? - zapytałam i otarłam łzy z policzków. Ja chyba nie potrafię wybaczyć czegoś takiego.
-Nie wiem, nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie. - czyli nie. Po tym zdaniu oboje zamilkliśmy i siedzieliśmy w milczeniu przez ponad pół godziny. Spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że muszę wracać, ponieważ mamy dzisiaj gości.
-Muszę już iść, trzymaj się. - powiedziałam i uśmiechnęłam się smutno.
-Ty też, cześć. - po tych słowach opuściłam cmentarz.

***

Po powrocie do domu zrobiłam sałatkę z kurczakiem, wstawiłam schab do piekarnika, skończyłam gotować zupę pieczarkową,  nałożyłam wędliny i ciasto na talerz oraz pokroiłam pomidora z mozzarellą. Nakryłam stół obrusem, postawiłam 4 talerze i 4 miski oraz wszystkie niezbędne sztućce. Louis będzie tu za jakieś 10 minut, a Amy i Liam za jakieś 40. Nie zostało mi nic innego jak oglądane telewizji czy przeglądanie twittera. Wybrałam to drugie. Jestem wielką fajną Justina Biebera i to właśnie jemu poświęciłam konto na portalu. Przeglądałam jego tweety, potem zobaczyłam, że jest jakaś drama, bo podobno znowu spotkał się z Seleną Gomez. Jejku, jedno z nich w końcu mogło by powiedzieć czy są razem czy też nie. Ja nie miałabym nic przeciwko, szczęście mojego idola jest dla mnie najważniejsze.
Wylogowałam się z portalu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Dziwne, bo Louis ma klucze a na gości jeszcze za wcześnie. Otworzyłam drzwi, ale nikogo nie zastałam, rozglądnęłam się dookoła i nic...ale zaraz, na wycieraczce leży jakaś koperta. Niepewnie ją podniosłam i wróciłam z nią do domu. Otworzyłam ją szybkim ruchem ręki i wyciągnęłam kartkę, na której było napisane "JEŚLI ZBLIŻYSZ SIĘ LUB SKONTAKTUJESZ SIĘ Z NIALLEM, TY I TWOJE DZIECI - MARTWI". Co to kurwa jest? Jeszcze żebym chociaż chciała się z nim skontaktować to byłoby fajnie... Tylko jedna, jedyna osoba byłaby w stanie napisać coś takiego i chyba wszyscy wiemy kto. Victoria.

-------------------------------------------------------------------
Cześć miśki <3
Przepraszam, że rozdział dopiero 9 dni po moim powrocie z Bułgarii, ale napisałam połowę i miałam blokadę twórczą ;/
Jak wrażenia po rozdziale?
Przypominam, że możecie spotkać się z moim innym opowiadaniem tutaj: wyscig-smierci.blogspot.com :)

@Niall_potato69