czwartek, 25 grudnia 2014

Część 17 Sezon 2

Szłam w stronę wyjścia przy postoju taksówek, gdy usłyszałam głos osoby, której najbardziej na świecie nie chciałam usłyszeć.
-Kobiety w ciąży nie powinny dźwigać, nikt nie uświadomił o tym  Louisa? - odwróciłam się tylko po to, żeby ujrzeć Horana opierającego się o ścianę i wpatrującego się we mnie. Ja to mam szczęście.
-Śledzisz mnie?- zapytałam.
-Może lubię.- rzucił uśmiechając się pod nosem.
-To karalne, a ty już masz problemy z prawem.- powiedziałam zniechęcona.
-Może lubię.- fuck. Wkurwia mnie.
-Lubisz zbyt wiele rzeczy.- odpowiedziałam oschle i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Może lubię.
-Przyszedłeś powtarzać mi w kółko "może lubię"? - powiedziałam i przewróciłam oczami.
-Może lubię.- rzucił z tym wkurwiającym uśmieszkiem i ruszył w moją stronę.
-Nie zbliżaj sie do mnie. - ostrzegłam go.
-Chciałabyś co?- rzucił, a kąciki jego ust cwaniacko uniosły się ku górze.
-Może lubię. - odpowiedziałam pewna siebie.
-Ooo wiem, że lubisz. Wiele razy dałaś mi się o tym przekonać.- myśli, że jak zapoda seksualny podtekst to będzie fajny?
-Wiem, dużo ludzi mówi mi, że jestem dobrą aktorką.- uśmiechnęłam się triumfalnie.
-To zgłoś sie to Teen Mom. Jestem pewien, że cię pokochają. - cham i prostak.
-A ty do Sekretów chirurgi, jestem pewna, że dr. Szczyt coś poradzi na twój mał problem.- widziałam, jak jego twarz zaczyna się robić czerwona ze złości. Ups, ktoś ma urażone ego...
-Możesz mi obciągnąć.
-Takimi odzywkami to mój dziadek konie płoszył.
-A dziwki w rodzinie to się nie potrafił pozbyć?
O nie tego było za wiele. To kolejny raz kiedy Niall mnie tak nazywa. Nie rozumiem go, najpierw chcę ze mną rozmawiać na imprezie, a potem mnie wyzywa.
Spojrzałam na blondyna, na którego twarzy malował się ból i zatroskanie.Co?
-Nicole ja nie...
-Och, zamknij się mam już dość tych twoich ciągłych zagrywek. Jesteś zwykłym... Ała!- złapałam się za brzuch, który nagle zaczął mnie okropnie boleć. Nagle zaczęło mi się robić ciemno przed oczami.
-Nicole, wszystko ok?
-Ta, zajebiście tylko... Ach! - znowu ten okropny ból. Poczułam, że osuwam się na ziemię, ale przed upadkiem uchroniły mnie silne ramiona blondyna.
-Nie odpływaj księżniczko, zostań ze mną...- ale ja już nie miałam siły. Ostatnia myśl w mojej głowie  to co się dzieje i co z moimi dziećmi.

*

Obudziłam się w bardzo zajomym mi już miejscu. Cholerne białe ściany, które przyprawiały mnie o ciarki i koszmarne wspomnienia. Nie miałam siły podnieść nawet ręki, wszystko mnie bolało. Co mi się w ogóle stało?  Z dziećmi wszystko ok? Czy jest tu Niall? Ktoś powiadomił Louisa? I gdzie jest jakiś lekarz, albo chociał pieprzona pielęgniarka?
Czekałam 20 minut, aż do sali przyszła pani w białym fartuszku z zamiarem pobrania krwi od innych pacjentów.
-Obudziła się pani. - powiedziała i uśmiechnęła się delikatnie.
-Jak widać. Co mi jest? Co z dziećmi? - zapytałam i chciałam się podnieść, ale kobieta delikatnie położyła mnie z powrotem na twardą poduszkę.
-Proszę nie wstawać, to niebezpieczne. - ostrzegła mnie.
-D...dlaczego? - zawachałam się i spojrzałam na nią pytająco.
-Pani ciąża jest zagrożona, ale ma pani wielkie szczęście, bo przy krwotokach niewiele płodów uchodzi z życiem. - czy to znaczy, że mogę stracić moje dwa aniołki? Tak bardzo je kocham, nie mogę na to pozwolić. Moje oczy stały się szklane.
-Nie mogę ich stracić, myślałam że w 4 miesiącu to już nie grozi. - odpowiedziałam i podciągnęłam nosem.
-W początku 4 miesiąca to jak najbardziej możliwe, ale to nie wszystko. Zaraz przyjdzie do pani i wszystko wytłumaczy. - "to jeszcze nie wszystko?" czy może być jeszcze gorzej? Nie wydaje mi się.
-Dobrze, a czy na zewnątrz czeka może taki wysoki blondyn, niebieskie oczy, tatuaże? - zapytałam niepewnie.
-Był, ale wyszedł jakąś godzinę temu, ponieważ kazałam mu odpocząć, co zrobił niechętnie. Powiedziałam, że skontaktuję się z nim jak tylko się pani obudzi. - odpowiedziała kobieta spokojnym głosem.
-Nie trzeba, sama się z nim skontaktuję. - powiedziałam, na co pielęgniarka pokiwała głową.
-Telefon jest na stoliku, ale proszę podnosić jedynie rękę. - odpowiedziała, a następnie podeszła do innej pacjentki. 
Zaraz przyjdzie ten doktor, a ja nie zamieżam ukrywać, że się denerwuję i to bardzo. Chyba nie zadzwonię do Horana... może napiszę mu sms'a? Za to na pewno muszę zadzwonić do Louisa, bo Niall na pewno tego nie zrobił.
Drzwi do sali otworzyły się i wszedł mój lekarz prowadzący - Zayn Malik. Moje serce zaczęło bić szybciej. Teraz chwila prawdy.
-Dzień dobry Nicole. - przywitał się.
-Witam doktorze. - odpowiedziałam słabym głosem.
-Jak już wiesz twoja ciąża jest zagrożona, ale jest jeszcze coś. Podczas krwotoku straciłaś dużo krwi i potrzebujesz transfuzji, a twoja grupa krwi, czyli 0, nie należy do najpopularniejszych. - powiedział i uśmiechnął się smutno.
-Czyli potrzebuję dawcy? -bardziej stwirdziłam niż zapytałam.
-Tak, ale bądźmy dobrej myśli. Proszę nie wykonywać gwałtownych ruchów i nie podnosić się. Jeśli będziesz potrzebowała wyjść do toalety, to pod łóżkiem jest przycisk. Wciskasz i pielęgniarka przychodzi. Zajrzę do Ciebie za jakąś godzinkę, a ty możesz w tym czasie przedzwonić do najbliższych z zapytaniem o grupę krwi. - powiedział, a następnie wstał i wyszedł. Super Nicole, bo twoja rodzina jest taka wielka... Do ojca w więzienu się raczej nie dodzwonię, no i tutaj kończy się moja rodzina. A tak właściwie... to jaką grupę kwi ma Louis? 
Minęło już około 5 godzin odkąd tu jestem, a doktor Malik dowiedził mnie już 2 razy. Nie zadzwoniłam jeszcze do Tomlinsona, bo nie chciałam, żeby się martwił, chodź nie odzywając się do niego i tak pewnie to robi... a może po prostu nie potrzebowałam go tutaj? Kilka razy myślałam nad wykonaniem telefonu do blondyna, ale po wpisaniu numeru zawsze się rozmyślałam. Przecież nie obchodzę go ani ja ani nasze dzieci. Co z tego, że nazwał mnie księżniczką, skoro wcześniej zwyzywał od dziwek. 
W pewnym momencie białe drzwi otowrzyły się. Myślałam, że to kolejna wizyta mojego lekarza prowadzącego, ale bardzo się pomyliłam. Moje oczy prawie wypadły z oczodołów, gdy zobaczyłam 
JEGO. Nigdy w życiu nie spodziewałabym się, że wróci, bo po co  miał wracać? A jednak.
-Cześć. - zaczął niepewnie niebieskooki. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. On odsunął taboret i zajął miejsce obok mojego łóżka.
-Szczęścia tu szukasz? Zły kierunek.- powiedziałam zachrypnięta. Tak właściwie, to przez niego tutaj jestem. Gdybym nie spotkała go w tej pieprzonej galerii...
-Przyszedłem zapytać jak się czujesz. Nie wyglądasz najlepiej. - stwierdził po czym położył swoją dłoń na mojej, ale nie na długo, ponieważ wyrwałam się z uścisku.
-Czuję się rewelacyjnie, nic mi nie jest. - słamałam, ale nie będę mu się zwierzać, bo i tak go to nie obchodzi.
-Dzwoniłaś do Louisa? - zapytał nagle.
-Co ty się tak nagle interesujesz, co? 
-Bo to wszystko stało się na moich oczach i w dalszym ciągu... nie jesteś... mi obojętna? Poza tym twój chłopak dzwonił do mnie jakieś 10 minut temu, czy przypadkiem Cię nie widziałem, ale spokojnie, umiem trzymć język za zębami. - nie jestem mu obojętna? Pff... on powie 1000 słów, 100 zrozumiem, 10 zapamiętam, ale w żadne nie uwierzę. A jeśli chodzi o szatyna... no to wtopa.
-Nie dzwoniłam do niego, bo nic mi nie jest. - odpowiedziałam i odwróciłam głowę w drugą stronę. Nagle usłuszałam jak drzwi  do sali poniwnie się otwierają, a w progu stoi dr. Zayn. Świetnie.
-Dzwoniłaś już do rodziny Nicole? - zapytał i oparł się o brzeg mojego łóżka. Horan spojrzał najpierw na mnie, a potem na Malika.
-Po co miała dzwonić, skoro nic jej nie jest? - zapytał niepewnie, marszcząc przy tym brwi.
-Uważa pan, że zagrożenie ciąży i konieczność transfuzji krwi to nic? - lekarz spojrzał na niego z niedowierzaniem. No to klapa na całej lini Nicole.
-Co takiego? - Niall wstał ze swojego siedzenia i popatrzył w moją stronę. 
-Nie powiedziała panu? A kim pan w ogóle jest? - mój lekarz prowadzący potrząsnął głową i zorientował się, że nie powinien udzielać informacji nikomu bez mojej zgody.
-Jej chłopakiem, ojcem dzieci. - odpowiedział, patrząc tym razem tylko w stronę doktora.
-Nie jesteś moim chłopakiem... - powiedziałam niepewnie.
-Co wy jej podalście? Bredzi po tych lekach... - rzucił szybko. - Niech pan lepiej mówi co z nimi teraz będzie. - czy on na prawdę się martwi? Czy to kolejna sztuczka?
-Jak już powiedziałem, Nicole potrzebuje krwi, a jej ciąża jest zagrożona. - dr. Malik odpowiedział spokojnie.
-To dlaczego do cholery nie podacie jej tej krwi? - Niall wyrzucił ręce w powietrze.
-Proszę nie przeklinać, to szpital. Pańska... dziewczyna ma rzadką grupę krwi 0, której niestety nie posiadamy w szpitalu. - powiedział Zayn. Oczy Horana rozbłysły.
-Ja mam grupę krwi 0! Bierzcie ile chcecie! - krzyknął blondyn i podwinął rękaw. On ma tą samą grupę? Teraz wychodzi na to, że ratuje życie moje i naszych dzieci.
-Na prawdę? To proszę za mną. - powiedział doktor, ale kaszlnęłam, zatrzymując ich.
-Mogę z nim tylko zamienić słowo? - zapytałam.
-No dobrze, ale szybko. Im szybciej podamy krew, tym większa jest szansa na zdrowie twoje i twoich dzieci. - powiedział. -Czekam na zewnątrz. - rzucił w stronę niebiekookiego.
-Dlaczego to robisz? Przecież masz nas w dupie. - powiedziałam, a łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
-Nigdy tak nie mów księżniczko, byłem pieprzonym chujem, wiem to doskonale, ale tak na prwdę jesteście wszystkim co mam. Nie pozwolę wam umrzeć, nawet jeśli zapragniesz układać swoje życie z Louisem. - odpowiedział. -Chodź na prawdę nie wiem co ty w nim widzisz - rzucił szybko i cicho.
-Bezpieczeństwo i stałość. - odpowiedziałam równie cicho.
-Ale nie widzisz w nim najważniejszczego, miłości. - powiedział i spojrzał w moje oczy.
-On jest pełen miłości do mnie, wiem to. - odpowiedziałam, po czym ponownie zaczęłam szlochać.
-Ale ty nie jesteś pełna miłości do niego, wiesz to. - powiedział, po czym pocałował mnie w człoło. - Wszystko będzie dobrze, spróbuj zasnąć. - odpowiedział i opuścił salę. Pieprzone uczucia, które powracają. On chyba ma rację... nie jest mi obojętny. Zamknęłam oczy z myślą, że jak się obudzę, to zobaczę właśnie jego, a dr. Malik powie, że wszystko wróciło do normy.

**

Obudziłam się z większym zapałem do życia niż poprzednio. Na prawdę czułam się lepiej i to nie tylko fizycznie. W moją lewną rękę była wbita igła, przez którą krew wpływała do moich żył. Krew Nialla, którego co prawda nie było teraz obok. Tak bardzo chciałabym usłyszeć wiadomość, że teraz moja ciąża nie jest zagrożona, a dzieci rozwijają się prawidłowo. Teraz przypomniałam sobie, że nie wyszłam z domu 2 dni temu i do tej pory nie wróciłam. Boże, jak musi się czuć Louis? Może zgłosił zaginięcie na policji? Jaka ja jestem nieodpowiedzialna. Delikatnie wysunęłam rękę na stolik obok łóżka i sięgnęłam po telefon. 79 nieodebranych połączeć i 34 sms'y, super. Wykręciłam numer do Tomlinsona i przyłożyłam telefon do ucha. Odebrał po 2 sygnałach.
-Nareszcie! Od zmysłów odchodzę! - krzyknął do słuchawki, ale spodziewałam się tego.
-Jestem w szpitalu. - odpowiedziałam i zamknęłam oczy.
-Wiem, dostałam w nocy sms'a od Horana. - czyli po oddaniu swojej krwi jednak zdecydował się z nim skontaktować? Świetnie, dzięki Niall.
-Co? - zapytałam bez namysłu.
-Wiem wszystko, tym razem okazał się być dobry, ale to tylko pozowy. Będę u Ciebie za 15 minut kochanie. Kocham was. - powiedział i się rozłączył.
Tym razem wybrałam numer do blondyna... po prostu emocje.
-Gdzie jesteś? - zapytałam, gdy tylko podniósł słuchawkę.
-A gdzie chcesz żebym był? - zapytał, a jego ton był raczej radosny.
-Obok mnie. - odpowiedziałam i na prawdę nie wiem kurwa dlaczego.
-Na... na prawdę? Jestem w barze, daj mi 2 minuty. - powiedział i rozłaćżył się. Nie ukrywał zaskoczenia. 
Faktycznie, po 2 minutach niebiekooki stanął w drzwiach, a następnie usiadł na moim łóżku.
-Chciałam Ci podziękować. - wydusiłam z siebie w końcu.
-Nie masz za co, bez zastanowienia zrobiłbym to jeszcze raz. - powiedział i uśmiechnął się. Pierwszy raz od dawna widzę jego prawdziwy uśmiech.
-Npisałeś do Louisa. - powiedziałam.
-Jest twoim chłopakiem, powinien wiedzieć co się z Tobą dzieje. - powiedział, ale w jego głosie była słyszalna niechęć.
-Będzie tu za 10 minut. - odpowiedziałam.
-Masz to, czego chciałaś księżniczko. - powiedział i uśmiechnął się smutno.
-Nie do końca. - stwierdziłam.
-Nie? - zapytał z nadzieją.
-Nie. - odpowiedziałam i wzruszyłam ramionami.
-Co chcesz przez to powiedzieć? - zapytał i złapał moją dłoń.
-Niall, jak na razie proponuję Ci przyjaźń. - powiedziałam i spojrzałam mu w oczy.
-"Jak na razie"? - zapytał.
-Nie wiem co będzie jutro, za tydzień, miesiąc, rok..., wszystko jest możliwe. - odpowiedziałam trochę wymijająco.
-Będę czekał tyle, ile trzeba będzie. - odpowiedział i cmoknął moje czoło.
Drzwi do sali otworzyły się i stanął w nich mój chłopak.
-Jak się mają moje trzy słoneczka? Nawet nie wiesz, jak się martwiłem. - powiedział, podchodząc w moją stronę. Zatrzymał się i złożył pocałunek na mich ustach. Wszyscy ludzie w sali zaczęli klaskać... wszyscy oprócz Nialla.

-------------------------------------------------------------------------
Hejka misie? <3
Jak spędzacie święta? 
I jak wrażenia po rozdziale?
Niall czy Louis? Oto jest pytanie :)

@Niall_potato69

sobota, 20 grudnia 2014

Ogłoszenie

Dla tych, którzy nie wiedzą, to rozdział pojawi się w okolicach 22 grudnia.
Przepraszam, że tyle czekacie, ale nie dam rady wcześniej, ponieważ mam ważne sprawy rodzinne :(
@Niall_potato69

poniedziałek, 10 listopada 2014

Część 16 Sezon 2

-Możemy porozmawiać? - i znów słyszę ten głos, i znów wszystko powraca, i znów tracę głowę. A to wszystko przez jedną cholerną osobę. Proszę państwa Niall James Horan.
-Nie mamy o czym. - odpowiedziałam słabym głosem po dłuższej chwili namysłu. Nie odważyłam się nawet, żeby spojrzeć mu w oczy. Odwróciłam się delikatnie i chciałam odejść, ale jego dłoń na moim ramieniu zatrzymała mnie.
-Daj mi wyjaśnić. - jestem tak cholernie rozdarta, z jednej strony chciałabym go wysłuchać, ale z tej drugiej mam ochotę dać mu z pięści w twarz i krzyknąć "spierdalaj".
-Dla mnie jest wszystko jasne. - odpowiedziałam pospiesznie, boże niech on sobie pójdzie. Co jeśli zaraz przyjdzie Louis? Kolejna bójka nie jest tu do niczego potrzebna.
-Daj mi szanse, to nie tak jak myślisz. - mimo, iż gdzieś w głębi chciałabym to zrobić, to nie pozwolę poraz kolejny rozpieprzyć życia mi i naszym dzieciom.
-Za późno. - powiedziałam stanowczo i odeszłam. Krzyknął jeszcze raz moje imię, ale nie odwróciłam się, gdybym to zrobiła - wiedział by, że nie wszystko stracone. Mam dom, szczęśliwy związek, dzieci w drodze... Louis jest na prawdę bardzo dobrym człowiekiem, który o mnie dba i zapewnia bezpieczeństwo. Może dzięki niemu, któregoś pięknego dnia obudzę się bez myśli, "Co by było gdybym była z Horanem?"
Podeszłam szybkim krokiem do mojego chłopaka, w razie jakby blondyn wpadł na genialny pomysł kolejnej niezręcznej rozmowy.
-Wszystko w porządku? Wyglądasz na zdenerwowaną. - szatyn zaczął mi się bacznie przyglądać, co było odrobinę niekomfortowe przy około 8 obcych chłopakach.
-Wszystko oki, widziałeś Amy? - zapytałam, bawiąc się nerwowo palcami.
-Przecież zostawiłem Cię z nią. Nicole, co się dzieje? - fuck, zapomniałam. 
-A no tak. Mówiła mi, że idzie do łazienki a ja poszłam się napić... dobra, to idę do niej. - szybkim krokiem udałam się do łazienki, z której sama muszę skorzystać. I gdzie jest ta blondynka? Zniknęła podczas mojej rozmowy z niebieskookim. Gdy tylko wrócimy do domu, to czeka mnie przesłuchanie.
Weszłam do pierwszej łazienki i zamknęłam drzwi kluczem. Spojrzałam w lustro i głęboko westchnęłam. Muszę przemyśleć możliwe opcje: mogę zostać tutaj do końca imprezy, mogę całą imprezę przesiedzieć z Louisem i jego kolegami (co byłoby trochę niezręczne) albo mogę poszukać Amy z obawą, że natknę się na Nialla. Po rozważeniu wszystkich za i przeciw, postanowiłam, że tu jest mi dobrze. Mam ze sobą telefon, więc nikt nie będzie się o mnie martwił.
Po około 20 minutach dostałam smsa od mojej przyjaciółki.

Niechętnie wyszłam z łazienki i udałam się pod niejaką wierzbę. Już z daleka widziałam zbiorowisko ludzi. Proszę, żeby nie chodziło o Horana. Podeszłam pod samo drzewo, rozsunęłam ludzi stojących przede mną i co zobaczyłam?
-Powiedz mi, że to nie to co myślę. - powiedziałam do swojej przyjaciółki.
-Louis i Niall robią tą walkę od jakiś 5 minut. Cody liczy kto więcej wypije. - co za durny pomysł, oni nie zdają sobie sprawy jak może im to zaszkodzić, a po drugie przyjechaliśmy tu samochodem.
-Przecież wiadomo, że Horan wygra. - powiedziałam do blondynki, która uśmiechnęła się słabo.
-Zdziwi Cię to, jeśli powiem, że Harry to wymyślił? - po raz kolejny utwierdzam się w tym, że loczek to największy debil na świecie.
-Nie zdziwi ani trochę, trzeba to przerwać. - rzekłam nie ukrywając zdenerwowania. Tych dwóch to wiadomo, ale dlaczego Tomlinson jest taki bezmyślny? Nie spodziewałam się tego po nim.
-Racja. - przytaknęła niebieskooka.
-Stop! - krzyknęłam i wyrwałam swojemu chłopakowi kieliszek. Wstał (co trochę mu zajęło) oburzony.
-Kochanie, grzecznie proszę oddaj mi to. - powiedział, po czym zahwiał się a Amy podtrzymała go w ostatniej chwili.
-Nie. Co ty chciałeś przez to udowodnić? Pakujesz się w durne zakłady! Spójrz na siebie, ty ledwo stoisz na nogach! - za grosz rozumu, Tomlinson dobrze wiedział, że nie ma szans, więc po co to wszystko?
-Ja w przeciwieństwie do twojego chłopaka trzymam się dobrze. - wtrącił się blondyn, korciło mnie aby go uderzyć, ale nie mogę się zniżyć do tego poziomu. Boże, on jest dokładnie taki sam jak był.
-Ciebie nikt nie pytał o zdanie. - rzuciłam szybko.
-Co ten twój Louis ze sobą reprezentuje, proszę Cię. - zaraz na prawdę nie wytrzymam, jak można być takim chamem?
-Reprezentuje ze sobą więcej niż ty i dlatego jestem właśnie jego dziewczyną a nie twoją. - powiedziałam i zmróżyłam oczy ze złości. Ludzie wydali z siebie okrzyki "uuu", "ostro", "ale ci pojechała". Poczułam się trochę lepiej.
-Jesteś z nim i  omijasz mnie szerokim łukiem tylko dlatego, że tak na prawdę wiesz, iż nic do niego nie czujesz i twoje uczucie do mnie nie wygasło. - spojrzałam na niego niepewnie, bo on chyba ma racje... Czy nie było by prościej, gdybym od tamtej pory nigdy go nie spotkała? Pierdolone urodziny.
-Zdeptałeś to uczucie do końca, robiąc ze mnie dziwkę i po prostu nie może do ciebie dotrzeć, że jestem szczęśliwa z kimś innym niż ty! - krzyknęłąm. Trochę krępujące było to, że przy tym wszystkim uczestniczyły osoby trzecie.
-Dobrze wiesz, że nie jesteś z nim w pełni szczęśliwa, dlaczego oszukujesz sama siebie Nicole? - w tym momencie do niebieskookiego podszedł Styles i szepnąłmu coś do ucha.
-Chcesz w pape Horan? - nagle odezwał się mój kompletnie pijany chłopak. Tak kochnie, to odpowiedni moment.
-W takim stanie nie jesteś w stanie się nawet zamachnąć stary, nie ośmieszaj się. - zaśmiał się Niall. Proszę, tylko nie kolejna bójka.
-Zakład? - jezu to skończy się marnie.
-Kochanie wracamy do domu, na takich jak on szkoda pięści. - głośno i wyraźnie wypowiedziałam to zdanie, podkreślając wyraz "kochanie".
-Masz racje skarbie. - odpowiedział, po czym ponownie się zahwiał, a w końcowym efekcie złożył pocałunek na moich ustach zaanim odeszliśmy od tej wierzby. Dobrze wiedziałam, że Horan to widzi i czułam się z tym cholernie dobrze.
Akcja urodziny zakończona, teraz przed tobą jedno z trudniejszych zadań Nicole - musisz odprowadzić swojego chłopaka do domu.

*

Rano obudziłam się z niedowierzaniem, co wczoraj się wydarzyło. Louis jeszcze śpi, a ja za dwie godziny mam wizytę u  ginekologa Malika. Chłopak miał iść ze mną, ale w tym stanie szanse na to są marne.
Wstałam i udałam się do kuchni, gdzie zrobiłam sobie jajecznicę. Następnie ubrałam się w zieloną sukienkę i zrobiłam delikatny makijaż. Włosy związałam w koka i byłam gotowa do wyjścia. Tomlinson  jeszcze się nie obudził, więc postanowiłam napisać mu karteczkę: "Kochanie poszłam do lekarza, potem pójdę na jakieś zakupy i wrócę około 16. Kocham Cię, Nicole xoxo".
Wyszłam z domu i na najbliższym przystanku wsiadłam do autobusu numer 232, który zabrał mnie do centrum, gdzie znajduje się gabinet mojego ginekologa. Przed każdą kontrolą strasznie się denerwuje, że z dziećmi może być coś nie tak. Wjechałam widną na drugie pientro i zajęłam jedno z krzeseł przed gabinetem. Po około 7 minutach zza drzwi wyłoniła się szczupła pielęgniarka i wyczytała moje nazwisko. Pospiesznie weszłam do gabinetu i usiadłam na wskazany przez doktora Zayna fotel. 
-Dzień dobry pani Nicole. - powiedział z uroczym uśmiechem, który od razu poprawił mi humor.
-Dzień dobry panie doktorze. - odpowiedziałam, a kąciki moich ust powędrowały ku górze.
-Proszę się położyć. Niech mi pani powie, jak samopoczucie? - zapytał i wyjął z szafki żel do USG.
-Wczoraj miałam stresujący dzień, ale ogólnie to wszystko jest dobrze. - odpowiedziałam jak najbardziej szczerze.
-Mhm, proszę podnieść sukienkę do góry. - zrobiłam tak jak prosił i pochwili poczułam zimną supstancję na ciele. Widziałam jego skupioną minę i trochę się przestraszyłam.
-Wszystko w porządku panie doktorze? - zapytałam słabym głosem.
-Tak, jak najbardziej. Niech pani spojrzy. - zerknęłam na monitor, co prawda niewiele widziałam, ale poczułam ogromną ulgę i na prawdę nie mogę się doczekać, aż dzieciaki wyjdą na świat.
-No to bardzo się cieszę. - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Jest pani w 4 miesiącu, więc brzuszek powoli będzie coraz większy. Przede wszytskim proszę się nie denerwowwać, bo dzieci to czują. Alkohol i papierosy oczywiście nie są wskazane i coż mogę więcej powiedzieć, widzimy się za miesiąc. - powiedział i zaczął ścierać żel z mojego brzucha.
-Dziękuję doktorze, w przyszłym miesiącu prawdopodobnie przyjdę z partnerem. - odpowiedziałam. Chyba nikt i nic nie będzie w stanie dzisiaj zedrzeć uśmiechu z mojej twarzy.
-Zapraszam serdecznie. - powiedział a ja zeszłaz z fotelu.
-Jeszcze raz dziękuję, do widzenia. - rzekłam i opuściłam gabinet. Teraz czas na zakupy Nicole, trzeba powoli zaopatrywać się w większe ubrania. Jestem strasznie ciekawa, jak będę wyglądać z ogromnym przuchem. Noszę w sobie bliźniaki, więc z pewnością będzie odrobine większy niż innych kobiet.
Udałam się do Centrum Handlowego Westfield. Co zawsze odwiedzam jako pierwsze na zakupach? Lodziarnię! Skoro jestem w ciąży to przysługuje mi podwójna a nawet potrójna podrcja. Zamówiłam mój ulubiony deser lodowy - Noce Sorrento. Po skonsumowaniu zawartości pucharku, uznałam że chce mi się pić, dlatego udałam się do budki z wyciskanymi koktajlami i zamówiłam "truskawkowe love", które wypiłam błyskawicznie. Po zakupach prawdopodobie udam się do mcdonalda. Nic nie poradzę, że kocham jeść...a raczej kochamy jeść.
Pierwszy sklep do jakiego się udałam to New Yorker. Kupiłam tam dwie koszule w większym rozmiarze niż mój obecny. Jedna jest czarno-biała, a druga bladoróżowa. Następnie udałam się do typowego sklepu dla kobiet ciężarnych, gdzie kupiłam 3 sukienki: czarną z rękawem trzy czwarte, miętową z wycięciem w kształcie serca na plecach i fioletową z kokardą, 2 pary spodni: czarne i granatowe, 2 spódniczki: czarną i czerwoną oraz 5 bluzek: fioletową, jasnozieloną, turkusową, pomarańczową i beżową. Teraz czas na wejście do mojego królestwa - sklepu z butami. Prawie wszystkie moje buty są za obcasie, a teraz niestety muszę się zaopatrzeć w te na płaskiej podeszwie. Skończyłam kupując czarne vansy i miętowe balerinki. Uświadomiłam sobie, że kończy mi się puder, więc zajrzałam do sklepu kosmetycznego. W efekcie skończyłam z dwoma nowymi lakierami do paznokci, najnowszym tuszu do rzęc, korektowem, zestawem jasnych cieni i pudrem. Właśnie dlatego ktoś zawsze powinien chodzić ze mną na zakupy. Louis co prawda daje mi dużo pieniędzy, ale i tak uważam, że na każdych zakupach stanowczo przesadzam. Zakupy skończone, teraz czas iść się najeść. W mcdonaldzie zamówiłam mcwrapa klasycznego, średnie frytki, mcflurry i średnią cole. Nic nie poradzę, że moje dzieic kochają jeść tak samo jak ja. Podczas kończenia moich frytek, telefon zaczął mi wibrować w torebce. Pospiesznie go odebrałam.
-Hej kochanie. - usłyszałam znajomy i zkacowany głos swojego chłopaka.
-No hej słońce. - odpowiedziałam, przegryzając ostatnią frytkę.
-Jesteś w mcdonaldzie, prawda? - czy to tak oczywiste?
-Gratulacje, wygrałeś pralkę. - usłyszałam jego uroczy śmiech.
-Przepraszam, że nie poszedłem z tobą do tego lekarza. Następnym razem idziemy razem. - o ile znowu się nie upijesz...
-Mam nadzieję - odpowiedziałam i wzięłąm łyka swojej coli.
-Z dziećmi wszystko w porządku? - zapytał.
-W jak najlepszym. - odpowiedziałam.
-A zakupy udane? Znowu wykupiłaś połowę galerii? - zaśmiał się, zabawne...
-Bardzo śmieszne - odpowiedziałam sarkastycznie.
-Wracaj do domu. Może wieczorem wybieżemy się do kina na Magic Mike? Wiem, że bardzo chciałaś to obejrzeć. - kąciki moich ust powędrowały ku górze.
-Na prawdę? Jejku, kocham cię. - jeszcze niedawno mówił, że ten film to gówno (tylko dlatego, że gra tam mój ulubiony aktor Channing Tatum, o którego jest zazdrosny)
-Przeiceż wiem kochanie. -tak bardzo skromny...
-Liczyłam na coś w stylu "ja ciebie też" - zaśmiałam się.
-Dobrze wiesz, że też Cię kocham. - usłyszałam ponownie jego śmiech.
-Aw. Dobra, kończę jeść i wracam, pa - odpowiedziałam i rozłączyłam się. Louis jest taki kochany, może on też zasługuje na coś z mcdonalda? Doszłam do wniosku, że owszem i zamówiłam mu na wynos duże frytki, mcwrapa klasycznego, mcchickena, ciastko jagodowe i dużą cole. Może kupię mu coś jeszcze? Ostatnio podobał mu się zegarek w aparcie, ale nie kupił go, ponieważ był sam i nie wiedział co ja na niego powiem. Pokazał mi go na stronie internetowej i oboje uznaliśmy, że jest bardzo ładny. Nicole, chyba czas na wycieczkę do apartu. Zabrałam wszystkie torby z ubraniami ze stolika i udałam się do sklepu z biżuterią. Rzecz jasna, nie skończyło się tylko na zegarku dla Tomlinsona. Kupiłam sobie bransoletkę z przywieszkami. Boże, muszę przestać chodzić na zakupy sama. 
Szłam w stronę wyjścia przy postoju taksówek, gdy usłyszałam głos osoby, której najbardziej na świecie nie chciałam usłyszeć.
-Kobiety w ciąży nie powinny dźwigać, nikt nie uświadomił o tym  Louisa? - odwróciłam się tylko po to, żeby ujrzeć Horana opierającego się o ścianę i wpatrującego się we mnie. Ja to mam szczęście.


--------------------------------------------------------------------------------------
Hejka misie <3
Nareszcie jest rozdział :)
Jeszcze raz bardzo was przepraszam.
Jak wrażenia?
Pamiętajcie, że każdy komentarz motywuje mnie do dalszej pracy. 
Do następnego <3

@Niall_potato69




sobota, 13 września 2014

Część 15 Sezon 2

Co to kurwa jest? Jeszcze żebym chociaż chciała się z nim skontaktować to byłoby fajnie... Tylko jedna, jedyna osoba byłaby w stanie napisać coś takiego i chyba wszyscy wiemy kto. Victoria. Schowałam kartkę do szuflady w etażerce obok łóżka i wróciłam do salonu, ponieważ usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Tak jak myślałam Louis wrócił z pracy.
-Hej słońce. - powiedział chłopak z uśmiechem i cmoknął mój policzek.
-Hej, jak tam w pracy? - zapytałam i odwzajemniłam uśmiech. Nie wiem, czy powinnam mu powiedzieć o groźbach. Może lepiej nie? Poco mam mu zawracać głowę takimi bzdurami? Victoria jest wredną i fałszywą suką, ale nie morderczynią. 
-Bez nowości, a ty co robiłaś cały dzień? - zapytał i zaczął zdejmować buty. Chciałabym, żeby Louis znalazł inną pracę, ale co ja mogę...
-Byłam u taty, na grobie Alex i przygotowywałam jedzenie na wieczór... właśnie, musisz w końcu poznać mojego ojca. - odpowiedziałam i delikatnie się uśmiechnęłam.

-Z chęcią. - powiedział i wszedł do łazienki, z której pewnie szybko nie wyjdzie. W tym czasie poprawię sobie makijaż i może się przebiorę? Tak, to dobry plan. Podeszłam do szafy i zaczęło się...boże, jak zwykle nie mam się w co ubrać. Moje ubrania i tak pewnie już niebawem nie będą dobre na mój brzuszek. Trzeba się wybrać na zakupy Nicole. Na dziś wybrałam czarną sukienkę z rękawem trzy-czwarte, ponieważ mnie wyszczupla. Wyciągnęłam z kosmetyczki eyeliner, którym poprawiłam kreski i przeciągnęłam błyszczykiem usta. Oficjalnie jestem gotowa, a Tomlinson dalej siedzi w łazience, goście przyjdą za jakieś 10 minut... zwykle, gdy się nudzę to przeglądam rzeczy w mojej kosmetyczce, więc czemu nie miałabym tego zrobić znowu? Tak jak pomyślałam, tak zrobiłam. Szybko zorientowałam się, że nie ma tu mojego małego, porzeczkowego peelingu do ust. Poszukiwania czas zacząć. Na pierwszy ogień poszła etażerka w sypialni. Przeszukałam ją całą, ale po mojej zgubie ani śladu. Już miałam zamykać szufladkę, gdy coś przyciągnęło mój wzrok. To czarno biała fotografia, którą niepewnie wyjęłam. To było zdjęcie moje i Niall'a. Co ona tutaj robi? Myślałam, że wszystkie rzeczy związane z nim zostały w moim, to znaczy ojca mieszkaniu. Wpatrywałam się w nią przez dłuższą chwilę i przeszła mi przez głowę myśl, że za nim tęsknię, której szybko się pozbyłam. Nicole, nie możesz za nim tęsknić. To złudzenie, a Niall to zły człowiek, który nie odgrywa już żadnej, najmniejszej roli w twoim życiu. Jesteś teraz z Louisem i razem będziecie wychowywać bliźniaki. Nie widziałaś go już tyle czasu, wybrał życie bez ciebie, opamiętaj się dziewczyno. Wypuściłam z siebie głośny wydech powietrza i schowałam fotografię do szuflady. Jutro się jej pozbędę i wszystko będzie dobrze.
-Otworzysz? - usłyszałam z łazienki krzyk szatyna zaraz po tym, gdy zabrzmiał dzwonek do drzwi. 
-Tak. - odpowiedziałam z lekkim smutkiem w głosie. Boże Nicole ogarnij się. Przekręciłam zamek w drzwiach i moim oczom ukazały się dwie uśmiechnięte i pozytywnie nastawione do życia postacie.
-Hejka! - krzyknęła Amy i rzuciła mi się na szyję.
-Cześć, wejdźcie. - powiedziałam i wykonałam ruch ręką.
-Liam. - powiedział chłopak, który wszedł za blondynką. Zaśmiałam się pogodnie.
-Nicole. - odpowiedziałam, na co chłopak się uśmiechnął.
-Louis znowu w łazience? - rzuciła Amy, rozglądając się po pokoju. Jak ona go dobrze zna.
-Już nie. - uśmiechnął się "złośliwie" chłopak, a następnie przybił piątkę z Paynem.
-Siadajcie. - powiedziałam i wskazałam ręką na stół, który już był przygotowany na ich przyjście.
Wieczór mijał bardzo pomyślnie, prawie cały czas się śmialiśmy, a jak wiadomo śmiech to zdrowie i uroda. Dowiedziałam się, że Louis i Liam znaja się ze szkoły, a Payne ma własną firmę, która produkuje komputery i przeróżne gadżety do nich. Ogólnie wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie, jest poukładany i zaradny. Wszyscy mówią do niego "daddy" i teraz przynajmniej wiem dlaczego.
-Muszę Ci coś powiedzieć. - szepnęła do mnie Amy.
-Dobrze, może wyjdźmy na balkon? - zaproponowałam.
-Oki doki. - odpowiedziała i posłała mi uśmiech.
-Chłopcy, idziemy na balkon, zaraz wrócimy. - powiedziałam i odeszłyśmy od stołu. Bardzo ciekawi mnie, bo blondynka chce mi przzekazać, ale jak podejrzewam jest to ważna informacja.
-No więc ty, Louis i ja idziemy jutro na te urodziny Cody'iego, racja? - zupełnie o tym zapomniałam, ale ma racje, idziemy. W zasadzie dopiero jutro poznam tego całego Cody'iego, ale to dobry kolega Louisa, więc będzie dobrze.
-Owszem. - odpowiedziałam i przytaknęłam głową.
-Cody jest też bardzo dobrym kolegą Nialla i Harry'ego... - świetnie. Czy oni muszą znać wszystkich w tym zasranym Londynie?
-Będą tam? - zapytałam nerwowo.
-Harry dzwonił do mnie dzisiaj rano i prosił o spotkanie. Jutro. - poczułam jak dotyka mnie fala gorąca. Boże, dlaczego?
-Czyli to znaczy, że wracają do Londynu? - zapytałam i przegryzłam wargę z nerwów. Wszystko tylko nie to.
-Nie wiem czy na stałe, ale na urodzinach będą oboje. Zgodziłam się na to spotkanie z loczkiem, ale nie wiem jak to się potoczy, trochę się boję. - przyznała niebieskooka. Ona boi się spotkania z Harrym a ja z Niallem. Proszę Amy, jak my idealnie się dopełniamy.
-Ja też się boję, nie chce tam iść. - powiedziałam i pokiwałam zaprzeczająco głową.
-Nicole, musimy być silne tak? Damy radę i jeszcze im wszytskim pokażemy. - odrzekła, a kąciki jej ust powędrowały ku górze, tak jakby cała energia do niej wróciła.
-No dobrze. A Harry mówił coś jeszcze? - zapytałam opierając się o barierkę balkonu.
-Powiedział, że nie chce stracić takiej przyjaciółki...chociaż nie wiem, czy już nie stracił. - Amy uśmiechnęła się smutno. Nie wiem czemu, ale wydaje mi się, że ona czuje coś do Stylesa. Ja osobiście nie rozumiem jak można się choćby przyjaźnić z takim chujem, ale kto to wie...? Serce nie sługa. Jak to powiadają "miłość i sraczka przychodzą z nienacka". Boże, powinnam się leczyć.
Nasze przyjacielskie spotkanie dobiegło końca, Amy i Liam się rozeszli a ja zostałam ze stertą talerzy, które należy włożyć do zmywarki.
-Kupiłem prezent dla Cody'iego. - powiedział Louis i przytulił mnie od tyłu, kiedy wkładałam jedną ze szklanek do zmywarki.
-Super, co mu kupiłeś? - zapytałam, mimo, że wcale mnie to nie obchodzi.
-Zegarek. - odpowiedział i cmoknął mnie w policzek.
-To fajnie. - odrzekłam i włożyłam kostkę do maaszyny, którą następnie uruchomiłam.
-Co się stało kochanie? Widzę, że jesteś przygnębiona. - powiedział i położył prawą dłoń na moim policzku. Czy to aż tak widać?
-Po prostu jestem zmęczona skarbie, pójdę się położyć. - odpwoiedziałam i złożyłam pocałunek na jego ustach. Skinął głową. Po wejściu do sypialni przebrałam się w koszulę nocną, położyłam do łóżka i odpłynęłam.

*

Impreza jest za niecałe dwie godziny a ja nawet nie mam pomysłu w co powinnam się ubrać, wyprosstować czy pokręcić włosy i jaki makijaż zrobić. Jejku, dziewczyny to jednak mają trudno w życiu. Oki Nicole, trzeba się ogarnąć. Po długich przeszukiwaniach szafy, wybrałam czarną sukienkę na ramiączkach z wycięciem na plecach i do tego czarne szpilki (tak, wiem że w czasie ciąży nie powinnam chodzić w szpilkach, ale raz chyba nie zaszkodzi), następnie wyprostowałam włosy i zrobiłam delikatny i dziewczęcy makijaż. Po przejrzeniu się w lustrze stwierdzam, iż wyglądam nawet dobrze. Ku kojemu zdziwieniu Louis też jest już gotowy i wygląda cholernie dobrze. Ma na sobie czarne jeansy i koszule w kratę. Pachnie nowym zapachem Hugo Boss, który jest na prawdę niesamowity.
-Gotowa? - zapytał spojąc obok drzwi, spoglądając na zegarek. W ręce trzymał zapakowany prezent dla Cody'iego.
-Gotowa. - odpowiedziałam i oboje wyszlkiśmy z domu. 
Szybko dojechaliśmy na miejsce, ponieważ Cody mieszka zaledwie kilometr od nas. Jestem zadowolona z tego powodu, bo będę mogła szybko wrócić do domu, jeśli coś (ktoś) nie spodoba mi się na tej imprezie, ale Nicole bądź dobrej myśli. On i tak nie będzie chciał z tobą rozmawiać, będzie cię omijał tak samo jak ty jego i będzie robił wszystko by nie stanąć z tobą twarzą w twarz. Zarówno jeden jak i drugi.
-Cześć stary! Wszystkiego najlepszego! - krzyknął Louis po ujrzeniu bruneta w ogrodzie. Hm, czyli impreza odbywa się w ogrodzie.
-Dzięki stary! - krzyknął i przyjął prezent a następnie chłopcy wykonali męski uśmiech.
-To jest Nicole, moja dziewczyna. - Tomlinson wskazał na mnie i uśmiechną się dumnie. To kochane, że jest dumny z tego, że to właśnie ja jestem jego dziewczyną.
-Cześć, jestem Cody. - powiedział i podał mi swoją dłoń. Jest już trochę wstawiony, ale ja bardzo lubię oglądać zachowania ludzi po alkoholu. Cody wydaje się mieć bardzo pozytywne podejście do życia.
-Hejka. - odpwiedziałam z uśmiechem.
-Bawcie się dobrze, pijcie do upadłego i chuj z wszytskim, bo jest biba! - krzyknął i pobiegł w stronę innych gości. Zaśmiałam się, już go lubię.
-Cześć piękni. - usłyszałam znajomy głos Amy.
-Cześć. - odpowiedzieliśmy oboje równocześnie.
-Ni muszę ci coś powiedzieć. - to zabawne, bo blondynka za każdym razem skraca moje imię. Niedługo będę N.
-To ja was zostawiam na chwilkę, pogadajcie sobie. - uśmiechnął się mój chłopak i odszedł w stronę innych mężczyzn, którzy mile go powitali.
-Więc spotkałam się z Harrym. - prawie pisnęła. Nie ukrywam, że zdziwił mnie jej entuzjazm.
-Co mówił? - zapytałam i uniosłam jedną brew w górę. No ciekawe...
-On mnie pocałował! - krzyknęła i rzuciła mi się na szyję. Wiedziałam, że jest coś na rzeczy, ale boże co? 
-Cieszę się twoim szczęśćiem. - uśmiechnęłam się, mimo iż nie do końca byłam przekonana czy Harry jest odpowiednim facetem dla niej. Cóż, może to przez moją nienawiść do niego.
-Wiem, że go nie lubisz, ale on jest zupełnie inny kiedy jest ze mną sam na sam. 
-Nie wątpię, przecież gdyby był taki sam, to kazałabyś mu spierdalać. - zaśmiałam się. Boże, muszę się przespać z tą informacją, bo nie wyrobię. Dlaczego Styles? 
-No raczej. - odpoweidziała i obie zaczęłyśmy się śmiać. Wszytsko przerwała jedna osoba, która stanęła obok mnie, była o wiele wyższa i doskonale pachniała. Nie musiałam nawet patrzeć kim jest ten osobnik, bo doskonale to wiedziałam. Moje serce przyśpieszyło tak bardzo, jakby zaraz miało wypaść z klatki piersiowej.
-Możemy porozmawiać? - i znów słyszę ten głos, i znów wszystko powraca, i znów tracę głowę. A to wszystko przez jedną cholerną osobę. Proszę państwa Niall James Horan.

------------------------------------------------------------------------------
Hejka miśki <3
Nareszcie rozdział, przepraszam :c
Dopiero drugi tydzień szkoły się zakończył a ja już mam dość i przynajmniej 6 ocen na koncie.
Skarby od 16 do 18 września jestem na wycieczce szkolnej a od 22 do 30 jestem w Hiszpanii na wymianie. Następny rozdział postaram się dodać jak najszybciej po moim powrocie.

Jak wiecie dzisiaj jest 13 września, co oznacza, że nasz aniołek Niall kończy 21 LAT <3
Boże, kiedy to zleciało? Przecież jeszcze wczoraj miał 17.
Wszystkiego najlepszego Niall, dziękuję Ci za wszystko, to dzięki tobie uśmiecham się każdego dnia, my Directioners bardzo Cię kochamy i będziemy z tobą do końca świata i jeden dzień dłużej <3\

@Niall_potato69




wtorek, 19 sierpnia 2014

Część 14 Sezon 2

-Bo..bo Louis ja jestem z nim w ciąży...a on, on myśli, że to nie jego. - wyjąkałam i mimowolnie zaczęłam płakać, cała się trzęsłam. Po chwili przeżyłam miłe zaskoczenie, Louis przytulił mnie do siebie bardzo mocno. Poczułam się bezpieczna w jego ramionach. On jest zupełnie inny, on jest taki dobry.
-Hej, pomogę Ci, nie zostawię Cię z tym samą. - chłopak zna mnie niecałe 2 godziny, a postępuje lepiej niż Horan, którego znam niecałe 2 lata...

*2 miesiące później*

Nie sądziłam, że moje życie może się jeszcze ustabilizować. Przyjęłam pomoc Louisa i od dnia imprezy mieszkam u niego, zaproponował to, ponieważ ma lepsze warunki mieszkalne, a od jakiegoś miesiąca jesteśmy parą. Zaczynam 4 miesiąc ciąży, a chłopak powiedział, że będzie traktował dzieci jak własne. Tak, też nie sądziłam, że tacy faceci jeszcze istnieją. Jestem szczęśliwa, mam poczucie bezpieczeństwa i nie muszę martwić się o przyszłość swoją ani swoich dzieci. Wzorowy tatuś Niall nie utrzymuje ze mną kontaktu, podobno odszedł też od Victorii, bo ta "wkurwiała go i wykorzystywała" i razem z Harrym wyprowadzili się do Nowego Jorku. Amy w dalszym ciągu jest moją przyjaciółką i zerwała z nimi wszelkie kontakty. Mimo tego, że jestem szczęśliwa z Tomlinsonem, to po urodzeniu dzieci zrobię testy DNA, żeby ten blond dupek zrozumiał co stracił. A może jemu nigdy nie zależało? Może był po prostu świetnym aktorem? Czasami przyłapuję się na tym, że o nim myślę, kompletnie nie wiem dlaczego, bo przecież Niall Horan to dla mnie przeszłość.
Spojrzałam na zegarek. Godzina 9:34, czyli nie śpię równą godzinę i przeskakuję kanały w telewizorze, bo Louis jeszcze śpi. Dzisiaj wieczorem ma przyjść do nas Amy i kolega Louisa, który bodajże nazywa się Liam Payne.
-Cześć słoneczka. - usłyszałam znajomy głos i poczułam męskie, silne ręce przytulające mnie od tyłu, w dodatku powiedział "SŁONECZKA" a to oznacza liczbę mnogą. Ideał.
-Hej skarbie. - odpowiedziałam i cmoknęłam go w policzek.
-Zaraz muszę lecieć do pracy, ale wrócę przed 15:30. - powiedział i zrobił smutną minkę.
-Ale dzisiaj miałeś mieć wolne. - odpowiedziałam i również zrobiłam smutną minkę.
-Wiem słońce, przepraszam. - powiedział i pogładził mój policzek, zawsze to robi gdy nagle musi iść do pracy.
-Tylko zjedz coś. - wskazałam palcem na kuchnię, gdy Louis wziął się za zakładanie spodni i koszulki.
-Zjem coś po drodze. - powiedział i wziął się za wiązanie swoich air max'ów.
-Ja już znam twoje "zjem po drodze". Weź sobie chociaż jabłko. - podeszłam do niego z owocem. Chłopak uśmiechnął się i wziął jabłko z mojej dłoni.
-Dbasz o mnie. - uśmiechnął się szczerze, co odwzajemniłam.
-A ty o nas. - odpowiedziałam i dotknęłam dłonią swój brzuszek, który już nie był taki szczupły.
-Muszę lecieć skarbie. - ponownie się uśmiechnął i cmoknął moje usta. Potem słyszałam tylko tupot nóg.
-Uważaj na siebie! - krzyknęłam, ale nie wiem czy usłyszał. No tak Nicole, nie licząc twoich nienarodzonych dzieci, to do wieczora jesteś sama. Może odwiedzę ojca? Byłam u niego ostatnio 2 tygodnie temu... A potem może pójdę na cmentarz i zaświecę znicz dla Alex...
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Od mieszkania Louisa do więzienia, gdzie przebywa ociec nie było daleko (zaledwie 20 minut spacerkiem), więc postanowiłam się przejść. Z resztą mój ginekolog Zayn kazał mi chodzić na spacery. Wracając do mojego ojca, to bardzo cieszy się, że zostanie dziadkiem i pod żadnym względem nie rozumie ani nie akceptuje zachowania Horana. Powiedział mi ostatnio, że bardzo chce poznać Louisa, a ja zamierzam go do niego przyprowadzić w najbliższym czasie.
-Dzień dobry, ja do Blancka. - powiedziałam strażnikowi przy bramie.
-Kim pani jest? - zapytał uważnie mi się przyglądając.
-Jego córką. - odpowiedziałam przeczesałam ręką włosy.
-Wejść. - powiedział i otworzył bramę. Po raz kolejny w swoim życiu przemierzałam korytarze, by w końcu dotrzeć do sali odwiedzin. Podczas ciąży za każdym razem gdy tu jestem serce bije mi szybciej i nogi o wiele szybciej się męczą.
-Cześć córciu. - usłyszałam znajomy głos i wtuliłam się w osobę przede mną. 
-Cześć tato. - odpowiedziałam i oboje zajęliśmy miejsca na przeciw siebie przy stoliku.
-Ciąża Ci służy, promieniejesz kochanie. - powiedział z uśmiechem, chyba ma rację.
-Dziękuję. - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej, o ile to w ogóle możliwe. 
-Co tam u ciebie? Jak z Louisem? Niall się odezwał? - na ostatnie imię mój uśmiech trochę zbladł i ojciec chyba to zauważył.
-Ogólnie jest świetnie, Louis jest kochany i opiekuńczy, musisz go w końcu poznać. Dzisiaj przychodzą do nas znajomi, moja przyjaciółka Amy i jego kolega Liam. Jeśli chodzi o Nialla to bez zmian. - ostatnie zdanie wypowiedziałam bardzo szybko i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Wiem, że dalej Ci na nim zależy. - czy on za każdym razem musi ciągnąć ten temat?
-Nie wydaje mi się, ja wręcz go nienawidzę. 
-Nie prawda, przestanie Ci zależeć, gdy stanie się dla Ciebie obojętny. Miłość i nienawiść to bardzo podobne uczucia, a ty czujesz do niego dwa w jednym. - powiedział i poklepał moją dłoń. Wiecie co jest najbardziej przerażające? On chyba ma rację....a ja wciąż do końca nie wyleczyłam się z Horana.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę, a potem przyszedł strażnik i wypowiedział magiczne słowa "koniec odwiedzin".

**

Dotarłam na cmentarz, kupiłam 3 znicze i białe chryzantemy, po czym przemierzałam ścieżkę do grobu siostry. Szkoda, że nawet nie wiem, gdzie leży mama, muszę zapytać ojca...mam nadzieję, że pamięta.
Zapaliłam znicze i położyłam kwiatki na grobie Alex, następnie usiadłam na ławce i sama z siebie zaczęłam płakać. Kiedyś jej nienawidziłam, a teraz tak cholernie mi jej brakuje. Wiele bym dała, żeby siedziała tu teraz obok mnie, żeby powiedziała "jest dobrze, kocham cię siostrzyczko", żeby została matką chrzestną jednego z moich dzieci, żeby razem ze mną odwiedzała ojca w więzieniu, żeby powiedziała "Niall to chuj, Louis jest dla ciebie lepszy.", żeby mnie kurwa po prostu przytuliła, ale wiem że to już nigdy więcej nie nastąpi. Siedziałam tak, myślałam i wpatrywałam się w wygrawerowany napis z jej nazwiskiem na nagrobku. Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu, gwałtownie się odwróciłam. Olivier? 
-Cześć. - rzucił smutno w moją stronę.
-Hej. - odpowiedziałam trochę zdezorientowana. 
-Co u Ciebie? - my się chyba nie lubimy, ale niech mu będzie.
-Teraz chyba dobrze, a u Ciebie? - chłopak cały czas miał opuszczoną głowę, chyba nie jest z nim dobrze.
-Cóż, bywało lepiej. - odpowiedział i smutno się uśmiechnął. Parę minut przesiedzieliśmy w ciszy, którą postanowiłam zakończyć.
-Kochałeś ją, prawda? - zapytałam cicho i odwróciłam głowę w jego stronę.
-Jak nikogo innego. - odpowiedział i popatrzył na mnie smutno. Alex była szczęściarą, jeśli chodzi o facetów. Teraz na prawdę dostrzegam u Oliviera, jak bardzo ją kochał i kocha nadal.
-W pewnym sensie wiem co czujesz. - powiedziałam a mój wzrok padał na ziemię.
-Chodzi ci o Nialla? - znowu poczułam kucie w środku. Zarówno Alex i Niall odeszli na zawsze, różnica jest taka, że Alex odchodziła kochając Oliviera całą sobą, a Niall odszedł nienawidząc mnie całym sobą.
-Tak. - odpowiedziałam bez żadnych emocji.
-On żałuje, że odszedł i nie chciał Cię obrazić. On dobrze wie, że dzieci są jego. Wyjechał do Nowego Jorku, ponieważ nie mógł żyć z myślą, że ty i Louis jesteście parą i że może was razem spotkać na ulicy. Nicole, jego zniszczyła jedna, jedyna rzecz: strach, że nie będzie wystarczająco dobry. - czułam jak wszystkie moje wnętrzności się ściskają. Dlaczego nie miał by być "wystarczająco dobry"? Przecież on był dla mnie idealny. Był, bo już go nie ma i nigdy nie będzie. Przecież wiadomo, że facet zawsze będzie bronił faceta.
-Olivier, szczerze. Wybaczył byś mu coś takiego? - zapytałam i otarłam łzy z policzków. Ja chyba nie potrafię wybaczyć czegoś takiego.
-Nie wiem, nie potrafię Ci odpowiedzieć na to pytanie. - czyli nie. Po tym zdaniu oboje zamilkliśmy i siedzieliśmy w milczeniu przez ponad pół godziny. Spojrzałam na zegarek i uświadomiłam sobie, że muszę wracać, ponieważ mamy dzisiaj gości.
-Muszę już iść, trzymaj się. - powiedziałam i uśmiechnęłam się smutno.
-Ty też, cześć. - po tych słowach opuściłam cmentarz.

***

Po powrocie do domu zrobiłam sałatkę z kurczakiem, wstawiłam schab do piekarnika, skończyłam gotować zupę pieczarkową,  nałożyłam wędliny i ciasto na talerz oraz pokroiłam pomidora z mozzarellą. Nakryłam stół obrusem, postawiłam 4 talerze i 4 miski oraz wszystkie niezbędne sztućce. Louis będzie tu za jakieś 10 minut, a Amy i Liam za jakieś 40. Nie zostało mi nic innego jak oglądane telewizji czy przeglądanie twittera. Wybrałam to drugie. Jestem wielką fajną Justina Biebera i to właśnie jemu poświęciłam konto na portalu. Przeglądałam jego tweety, potem zobaczyłam, że jest jakaś drama, bo podobno znowu spotkał się z Seleną Gomez. Jejku, jedno z nich w końcu mogło by powiedzieć czy są razem czy też nie. Ja nie miałabym nic przeciwko, szczęście mojego idola jest dla mnie najważniejsze.
Wylogowałam się z portalu, gdy usłyszałam pukanie do drzwi. Dziwne, bo Louis ma klucze a na gości jeszcze za wcześnie. Otworzyłam drzwi, ale nikogo nie zastałam, rozglądnęłam się dookoła i nic...ale zaraz, na wycieraczce leży jakaś koperta. Niepewnie ją podniosłam i wróciłam z nią do domu. Otworzyłam ją szybkim ruchem ręki i wyciągnęłam kartkę, na której było napisane "JEŚLI ZBLIŻYSZ SIĘ LUB SKONTAKTUJESZ SIĘ Z NIALLEM, TY I TWOJE DZIECI - MARTWI". Co to kurwa jest? Jeszcze żebym chociaż chciała się z nim skontaktować to byłoby fajnie... Tylko jedna, jedyna osoba byłaby w stanie napisać coś takiego i chyba wszyscy wiemy kto. Victoria.

-------------------------------------------------------------------
Cześć miśki <3
Przepraszam, że rozdział dopiero 9 dni po moim powrocie z Bułgarii, ale napisałam połowę i miałam blokadę twórczą ;/
Jak wrażenia po rozdziale?
Przypominam, że możecie spotkać się z moim innym opowiadaniem tutaj: wyscig-smierci.blogspot.com :)

@Niall_potato69


wtorek, 22 lipca 2014

Część 13 Sezon 2

-Bo ja… ja jestem w ciąży… bliźniaczej… z tobą - w końcu to wyjąkałam. Teraz najbardziej ciekawi mnie, jaka będzie jego reakcja.


Jego twarz skamieniała, a oczy zrobiły się czarne. Bardzo się przestraszyłam.
-Nie... to niemożliwe, z kim mnie zdradziłaś, co? - Myślałam, że będzie mnie wspierał, a tymczasem co? Niall wstał z krzesła i opuścił salę trzaskając drzwiami. Zaczęłam płakać, moje życie jest beznadziejne. Co ja teraz zrobię? W takiej melinie jakiej mieszkam nie wychowam dwójki dzieci. Co ja mówię? W ogóle nie dam rady ich wychować, co z pracą? Pieniędzmi? 

                                                             *2 tygodnie później*

Siedzę już w domu, oglądam telewizję i piję kolejny kieliszek wódki. Piję, płaczę, siedzę w tych samych ubraniach, nie czeszę swoich włosów, śmierdzę meliną.
Hmm... wzorowa mamusia, jak i wzorowy tatuś, który zapomniał o naszym istnieniu. Nie chcę tych dzieci, będą miały tak samo spierdoloną rodzinę i życie jak ja. Nie potrafię ich pokochać. Chciałam nalać kolejny kieliszek wódki, lecz przerwał mi dzwonek do drzwi. Kompletnie schlana wstałam i poszłam otworzyć, po wykonaniu tych czynności zza drzwi wyłoniła mi się głowa Stylesa. Czego on tu szuka? 
-Yhm.. hej-powiedział i patrzył się na mnie zdezorientowany.
-Szczęścia tu szukasz? W tym domu nigdy go nie było.-Warknęłam.
-Nie.. szukam Nialla
-Zły adres-Chciałam zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale jego noga mi w tym przeszkodziła.
-Ej, o co ci chodzi, chyba mogę się zobaczyć z własnym przyjacielem. - Że co? To on nie czeka w więzieniu na proces?
-Szukaj w więzieniu.
-Policja też szukała, ale jakoś się nie udało.- zamarłam w bezruchu.
-Pierdolisz.- Odpowiedziałam po dłuższej chwili namysłu.
-Przecież ty powinnaś to wiedzieć najlepiej, pokłóciliście się?
-Ja się nie kłóciłam.- Widać że był już wkurzony.
-Kurwa, mów z sensem, bo nie wytrzymam zaraz.- I wtedy kopnął w drzwi.
-Chodź- zaprosiłam go do środka.

                                                     *perspektywa Harry'ego*

Wszedłem do środka za Nicole, usiadłem na fotelu i mój wzrok od razu przykuły butelki po alkoholu. Jaki chuj? Przecież ona nie pije. Moje oczy spojrzały na nią pytająco.
-Jestem w ciąży. - gdy wypowiedziała te słowa to zesztywniałem. To kurwa nie może być prawda.
-Z kim go zdradziłaś?! - krzyknąłem podnosząc się z fotela. Miałem ochotę ją uderzyć i uwierzcie mi, byłem bardzo blisko tego czynu. Jej oczy stopniowo zaczęły wypełniać się łzami. Dziwka i jeszcze płacze, po co ja tu przychodziłem? Nie dziwię się, że nie ma tu Horana.
-Nigdy nie zdradziłam Nialla. To jego dzieci! - dzieci? Czyli liczba mnoga? No to świetnie...
-To czemu go tu nie ma co? - powiedziałem nie ukrywając zdenerwowania.
-Bo jest głupi. - dziwka.
-Nie jest głupi, tylko właśnie zmądrzał. - jestem mistrzem pocisków, już nie mogę patrzeć na jej zakłamaną twarz. Nigdy jej nie lubiłem.
-Jeśli chcecie, to po urodzeniu zrobię test na ojcostwo! 
-Jeśli nie zachlejesz się na śmierć. - współczuję jej dzieciom, nie dość, że ich ojca nie ma to matka i dziadek są alkoholikami. Jaki ojciec, taka córka.
-Nie chcę tych dzieci. - powiedziała, a jej głos w połowie się załamał.
-Jesteś zwykłą dziwką. - powiedziałem, a moje zdenerwowanie sięgało zenitu. Nie wytrzymałem, po prostu opuściłem tą melinę, w przeciwnym razie uderzyłbym ją, przysięgam.

*perspektywa Nicole, jakiś czas później*


Dziś mam umówioną pierwszą wizytę u ginekologa, o ile pamiętam nazywa się Zayn Malik, dzisiaj wieczorem jest też impreza u Amy (dalej utrzymuję z nią kontakt, ona mi wierzy), której nie zamierzam opuścić. Prawdopodobnie Niall i Harry tam będą. Dowiedziałam się, że Horan może siedzieć na wolności do czasu procesu. Pierwszy raz zobaczę go od czasu sytuacji w szpitalu.
Przemierzałam korytarz szpitalny, w celu dotarcia do tego ginekologa, sama nie wiem czemu, ale trochę się denerwuję. Zajęłam pierwsze wolne krzesło i czekałam, aż zostanę wywołana.
-Nicole Blanck - zza drzwi wyłoniła się szczupła sylwetka pielęgniarki. Wstałam i pośpiesznie weszłam do gabinetu. 
-Dzień dobry. - powiedział przyjaźnie doktor. Był średniego wzrostu, miał ciemne włosy i oczy.
-Dzień dobry. - odpowiedziałam z uśmiechem i położyłam się na specjalnym łóżku do badania.
-Jak się pani czuje? - zapytał nakładając żel na mój brzuch.
-Myślę, że dobrze. - odpowiedziałam wymuszając uśmiech. Przecież nie powiem mu, że czuję się gorzej niż fatalnie.
-Proszę spojrzeć. - doktor Zayn wskazał na monitor po prawej stronie, sorry ale ja nic tu nie widzę.
-Patrzę.. - powiedziałam niepewnie, wywołując u niego śmiech. 
-Tutaj, biją dwa serduszka. - wskazał palcem na monitor.
-Faktycznie. - odpowiedziałam, a kąciki moich ust momentalnie uniosły się ku górze.
-Dzieci są zdrowe, a pani zaczyna 2 miesiąc. - poczułam ulgę, że są zdrowe. Alkohol przecież mógł je zabić, boże jaka ja jestem głupia.
-Cieszę się doktorze. Mam pytanie, mogę iść dzisiaj na imprezę? - zapytałam niepewnie.
-Może pani, tylko proszę nie pić więcej niż kieliszek. - powiedział i ukazał mi swoje białe zęby w uśmiechu.
-Dziękuję. - odpowiedziałam opuszczając bluzkę na dół.
-Na dzisiaj to tyle, proszę na siebie uważać i widzimy się za miesiąc. - będę uważać, teraz na pewno.
-Do widzenia. - powiedziałam i wyszłam. Teraz muszę przygotować się na wieczorną imprezę.

**

Po przygotowaniach zamówiłam taksówkę i dojechałam nią do domu Amy. Niepewnie zapukałam do drzwi, miałam nadzieję że to właśnie blondynka mi otworzy. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam ją w progu.
-Hej. - powiedziała wesoło i przytuliła mnie.
-Hej - odpowiedziałam i razem weszłyśmy do środka. Grała tam głośna muzyka a w powietrzu unosił się zapach alkoholu, nic nowego... Sama podeszłam do stolika z wódką i wypiłam jeden kieliszek. Tak, poczułam się lepiej.
-Cześć piękna. - usłyszałam głos z lewej strony. Przede mną stał wysoki szatyn z niebieskimi oczami.
-Cześć. - odpowiedziałam pewnie.
-Jestem Louis. - powiedział i uśmiechnął się przyjaźnie.
-A ja  Nicole - odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam.
-Jesteś dziewczyną Nialla? - zapytał pogodnie. Coś w środku mnie zakuło.
-Byłą. - odpowiedziałam szybko, chyba za szybko.
-Nie rozumiem jak Horan mógł stracić tak piękną dziewczynę, o patrz, idzie. - na pierwszą część zdania kąciki moich ust uniosły się ku górze, ale zbladłam na drugą część. Zobaczyłam blondyna, oh i to nie samego. Przy jego boku szła Victoria, u której już widać brzuszek. Nie rozumiem, jak on mógł? W pośpiechu otarłam jedną łzę.
-Nie chcę na niego patrzeć. - odwróciłam głowę i ponownie patrzyłam na Louisa. Chłopak nie zdążył mi odpowiedzieć, bo obok nas znalazła się ta pieprzona parka.
-Siema Tomlinson. - powiedział Nialler, ale zesztywniał gdy po chwili ujrzał mnie.
-Cześć Horan. - powiedział niepewnie szatyn.
-A ona co tu robi? - blondyn wskazał na mnie, a jego źrenice się powiększyły.
-To samo co ty. - burknął do niego Louis.
-Uważaj na nią, jeszcze Cię wychuja tak samo jak mnie. - Niall spojrzał na mnie z taką nienawiścią i żalem w oczach, że miałam ochotę uderzyć go i uciec.
-Horan zamknij mordę, o kobietach mówi się z szacunkiem. - dziękuję Louis. Chłopak sprawia wrażenie na prawdę fajnego i ułożonego.
-Nie o takich jak ona. - blondyn prychnął śmiechem.
-Cofnij to. - powiedział ostrzegawczo szatyn.
-Nie. - niebieskooki zaśmiał się głośno. Oczy Tomlinsona pociemniały i to były sekundy, gdy jego pięść wylądowała na twarzy Horana. I zaczęło się. Z każdym ciosem obrywali od siebie coraz mocniej, teraz leżą na ziemi obkładając się pięściami raz po brzuchu, raz po twarzy. Ludzie zaczęli ich od siebie odciągać, niestety na marne. W końcu podbiegła Victoria i zaczęła krzyczeć do blondyna, że chce, aby jej dzieci miały ojca, ale on walczył zawzięcie. W końcu pomyślałam czemu ja mam nie spróbować.
-Louis odpuść, on nie jest warty twoich pięści. - i wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki szatyn przestał i podniósł się z ziemi. Wyciągnęłam chusteczkę z torebki i włożyłam do niej lód z najbliższaj miski, a następnie podałam ją szatynowi. Niall spojrzał na mnie tak dziwnie, nie do opisania.
-Masz rację, chodźmy stąd. - odpowiedział i objął mnie ramieniem. Na zewnątrz było ciemno, a my przechodziliśmy przez pobliski park. Bardzo boję się parków nocą.
-Dziękuję. - powiedziałam po jakimś czasie.
-Za co? - zapytał Louis a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Za to, że wstawiłeś się za mną. - odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam.
-Nie ma za co, Niall to kretyn. - powiedział, wywołując przy tym na mojej twarzy większy uśmiech.
-Mogę zapytać skąd się znacie? - wypowiedziałam to trochę niepewnie.
-Z pracy. - super, czyli on też jest zamieszany w narkotyki, tak?
-Spoko. - powiedziałam, żeby nie być dłużną w odpowiedzi.
-Też mogę o coś zapytać? - czy mam się bać?
-Jasne. - odpowiedziałam starając się wypowiedzieć to bez emocji.
-Dlaczego już nie jesteście razem? Niall tak bardzo Cię kochał. - teraz to w sumie nie wiem, czy mnie kochał.
-Bo..bo Louis ja jestem z nim w ciąży...a on, on myśli, że to nie jego. - wyjąkałam i mimowolnie zaczęłam płakać, cała się trzęsłam. Po chwili przeżyłam miłe zaskoczenie, Louis przytulił mnie do siebie bardzo mocno. Poczułam się bezpieczna w jego ramionach. On jest zupełnie inny, on jest taki dobry.

-----------------------------------------------------------------
Heja miśki <3
Jak wrażenia po rozdziale?
Pisałam go z @versacegoxmez
Pamiętajcie, że każdy komentarz bardzo motywuje mnie do dalszego pisania :)
Więc teraz takie małe info, wyjeżdżam do Bułgarii i nie będzie mnie od 26 lipca do 10 sierpnia. Rozdział postaram się napisać i dodać jak najszybciej po moim powrocie xx
W razie pytań zapraszam na twittera.
Do następnego skarby xx

@Niall_potato69




piątek, 4 lipca 2014

Część 12 Sezon 2

PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM

"Niall jest w więzieniu, potrzebuje pomocy" - zamarłam na te słowa. Nie wiedziałam, czy Harry mówi poważnie, czy to jego kolejny, głupi i złośliwy żart.
"Nie mam czasu na twoje głupie żarty, nie chcę mieć z WAMI nic wspólnego" - mam dosyć tej dziecinady. Jeśli to prawda, że Horan trafił do więzienia, to na pewno nie za nic.
"Czyli nie pomożesz mu?" - zamilkłam na chwilę.
"Jeśli jest w więzieniu, to na pewno coś zrobił" - odpowiedziałam po chwili namysłu.
"Właśnie chodzi o to, że nic nie zrobił. Za 4 godziny miał lecieć do Ciebie. Nicole wróć, on nigdy nie zostawił Cię bez pomocy" - skąd ja mam wiedzieć, że Niall mnie nie okłamie w związku z jakimś przewinieniem? Kłamstwo akurat idzie mu bardzo dobrze.
"Ale co ja mogę zrobić? Przyjechać, wysadzić kraty w powietrze i uciec z nim do Australii?" - no co zrobisz? Nic nie zrobisz.
"On potrzebuje wsparcia" - co z tego, że chcę tam przyjechać. Jeśli dam się ta łatwo, to potem będzie okłamywał mnie cały czas.
"Victoria chętnie go wesprze" - tak, to było trochę złośliwe.
"Straciłaś siostrę, chcesz stracić jeszcze Niall'a?" - i wtedy coś we mnie pękło. Uciekam przed problemami, którym i tak muszę kiedyś stawić czoło. Jestem silną osobą...tak mi się przynajmniej wydaje.
"Przyjadę, ale nie oczekujcie cudów" - powiedziałam i rozłączyłam się. Powinnam teraz okazać mu wsparcie, tylko nadal chodzi mi po głowie jedna myśl: dlaczego on mnie okłamał?

*

Udałam się na najbliższy polskiego lotniska postój taksówek. Już chciałam wsiąść do jednej z nich, gdy zobaczyłam znajomą twarz, twarz która od zawsze przyprawia mnie o mdłości.
-Cześć, jedźmy tam jak najszybciej. - powiedział loczek wsiadając do samochodu.
-Cześć. - odpowiedziałam oschle, gdy usadowiłam się na przednim siedzeniu. Harry ruszył.
-Chcę żebyś wiedziała, że jestem tu dla szczęścia Niall'a, a nie twojego. - jak zwykle miły. Nie wiem jak niebieskooki może się z nim przyjaźnić. On jest antypatyczny.
-Cieszą mnie te slowa. - odpowiedziałam złośliwie.
-Czyli się rozumiemy. - powiedział Harry z tym swoim usmieszkiem.
-Za co Niall w ogóle siedzi? - w sumie nie wiem jednej z ważniejszych rzeczy.
-Handel, ale on nic nie zrobił. Jest tylko podejrzany. - tylko? Chyba aż.
-To się okarze. - powiedziałam i odwróciłam głowę w drugą stronę.
-Związek polega na zaufaniu, a ty ewidentnie mu nie ufasz. - rzucił oschle Styles.
-Okłamał mnie, jak mam mu ufać? - spojrzałam na zdenerwowanego loczka.
-Miał powód. - odpowiedział prze zaciśnięte zęby.
-Którego nie znam. - rzuciłam szybko.
-Bo nie chciałaś poznać. - spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Skąd wiesz czego ja chciałam. Bardzo chcę poznać przyczynę jego kłamstw! - krzyknęłam. Styles nic nie wie.
-Trzeba było dopuścić Niall'a do słowa. - no może jest w tym trochę racji, nie wysłuchałam go.
Ja i Harry nie odzywaliśmy się do siebie przez resztę drogi. Oboje nie mieliśmy ochoty na wymianę zdań, w końcu nienawidzimy się od zawsze.
-Jesteśmy na miejscu. - oznajmił zielonooki i wysiadł z samochodu. Zrobiłam to samo. Przeszliśmy przez główną bramę więzienną, kierując się w stronę salu odwiedzin, gdzie podobno już czeka Horan. Nienawidzę tych korytarzy, moje oczy za często je widziały.
-Państwo do Horana?  - zapytał strażnik przy sali odwiedzin.
-Tak. - odpowiedział Harry i weszliśmy do środka. Blondyn siedział przy ostatnim stole, podlierając twarz na prawej dłoni. Na mój widok zaniemówił.
-On wie, że miałam przyjść? -szepnęłam do loczka, ale mi nie odpowiedział. Kulturka.
-Niespodzianka. - powiedział Styles patrząc na niebieskookiego.
-Miałeś do niej nie dzwonić. - burknął Niall.
-Też się cieszę, że cię widzę. - ten entuzjazm…
-Harry, zostaw nas na chwilę samych. -Styles kiwnął głową i oddalił się.
-Nicole, nie chcę Cię na nic narażać, źle zrobiłaś, że tu przyszłaś. - powiedzial chłopak i usiadł na ławce, więc usiadlam naprzeciwko niego.
-Niall, zrobiłeś to? Handlowałeś ostatnio? - zapytałam patrząc w jego niebieskie tęczówki.
-Księżniczko, przepraszam, że cię okłamałem, jak wyjdę opowiem ci całą prawdę. - po moim policzku spłynęła jedna łza, którą szybko otarłam. Westchnęłam głęboko.
-O ile z tąd wyjdziesz. Niall, zrobiłeś to? - po. nowiłam swoje pytanie.
-Ale wybacz mi, że cię okłamałem, napra… -nie dałam mu skończyć.
-To nie jest teraz ważne, najważniejsze jest to, czy handlowałeś. - starałam się utrzymać powagę, ale nie jest to takie proste, jakie się wydaje. Głos co chwilę mi się załamywał.
-Nie, jestem czysty. Przysięgam. - patrzyłam sie w jego oczy gdy to mówił. Mówił prawdę.
-Kochanie, będzie dobrze. -powiedzialam i pogłaskałan jego dłoń.
-Chciałbym księżniczko, ale tu jest tysiące ludzi, którzy czekają na mój upadek, tysiące ludzi, którzy chcą mnie pogrążyć. -powiedział, a mone oczy zrobiły się szkliste.
-Wszystko jest możliwe, dopółki jest nadzieja. Ja jej jeszcze nie straciłam. -odpowiedziałam, czym wywołałam na twarzy blondyna uśmiech.
-Horan, powiadamiam Cię, że masz już wyznaczony proces na 3 marca. -krzyknął strażnik, jakoś dziwnie rozbolała mnie głowa.
-Damy radę, to nie mój piereszy proces. - kiwnęłam głową i nagle poczułam mdłości i przypływ ciepła. Powoli wstałam z ławki.
-Słabo mi się zrobiło. - powiedIałam z delikatnym uśmiechem, na widok zmartwionego chłopaka.
-Wszystko dobrze? - wyczułam nutę strachu w jego głosie. Chciałam odpowiedzieć, że tak, ale przed moimi oczami pojawiły się czarne plamy. Oparłam się o ścianę, a ostatnie co pamiętam, to że uderzyłam się w głowę.

**

Gdy się obudziłam, ujrzałam znane mi wczesniej bardzo dobrze, białe szpitalne ściny. Chyba zemdlałam w tym więzieniu. Uniosłam delikatnie prawą rękę, oczywiście podpięta była do kroplówki. Jejku, strasznie boli mnie głowa, gdzie jest jakiś lekarz? 
-Dzień dobry Nicole. - o wilku mowa. Cieszę się, że widzę gościa w białym stroju. 
-Dzień doby doktorze. - odpowiedziałam miłym głosem i posłałam mu przyjazny uśmiech. 
-Jak się pewnie domyślasz zemdlałaś, ale jest jeszcze coś.  - zamarłam bez ruchu. 
-Co mi jest?  - zapytałam z przerażeniem. 
-To miła niespodzinka. - boże, o czym on mówi. 
-Jaka niespodzinka? - zapytałam tym razem z nutą niepewności. 
-W zasadzie to dwie niespodzianki. -niech on wreszcie powie o co chodzi. 
-Jak to dwie? Chcecie mi sprzedać dwie nerki? - zapytalam, na co doktor się rozesmiał. 
-To kinder niespodzianka. - on chyba nie sugeruje, że… 
-Nie rozumiem. - spojrzalam na niego pytająco. 
-Jest pani w ciąży, bliźniaczej. -powiedział, a mi na chwilę odebrało mowę. 
-O kurka chmurka. -wydusiłam z siebie w końcu. Super Niall, teraz dwie dziewczyny są z tobą w ciąży. 
-Na korytarzu twój chłopak, zawolać go? - to on nie jest w więzieniu? 
-Jeśli pan może. - odpowiedziałam, a po chwili do sali wkroczył niebieskooki. Usiadł na krześle obok łóżka. 
-Jak się czujesz? - zapytał, odgarniając kosmyk włosów z mojej twarzy. 
-Całkiem dobrze, a tak wlaściwie to co tutaj robisz? - zapytałam. 
-Jestem na przepustce. Lekarz mówił, że chcesz mi coś powiedzieć. - o tak, dzięki doktorku, czujecie ten sarkazm? Nie wiem, czy powinnam mu to teraz mówić. Może lepiej poczekać na koniec procesu? 
-Nic ważnego, po prostu chciałam się z tobą zobaczyć, gdy lekarz powiedzial mi,  że czekasz na zewnątrz. - postanowiłam, że nie powiem mu teraz. 
-Też się stęskniłem. - powiedział i pocałował mnie w czoło. Może jednak mu powiem? 
-Niall, bo jest jeszcze coś, o czym powinieneś wiedzieć. -zaczęłam niepewnie. Jego niebieskie tęczówki wpatrywały się w moje. 
-Mów księżniczko. - powiedział i chwycił moją dłoń. 
-Bo ja… ja jestem w ciąży… bliźniaczej… z tobą - w końcu to wyjąkalam. Teraz najbardziej ciekawi mnie, jaka będzie jego reakcja. 

---------------------------------------------------------
Hej :*
Jak wrażenia po rozdziale? 
MAM PROŚBĘ,  KAŻDY KTO PRZECZYTA ROZDZIAŁ NIECH ZOSTAWI KOMENTARZ
NAWET ZWYKŁĄ KROPKĘ
CHCĘ ZOBACZYĆ ILE OSÓB CZYTA ROZDZIAŁY PO PRZERWIE

Dziękuję za 90 tys wyświetleń ;)
Tak więc kocham was i do następnego <3